"Sen staje się śmiercią. Milczenie wybucha szlochem milczenia. "
Znów śniła mi się śmierć matki. Ten sam pokój, te same ściany, tylko ja- bezbronna. Zamykam powieki pozwalając łzą swobodnie wypływać. Nie zliczę ile razy płakałam. Odkąd uciekłam do Londynu, koszmar mam niemal codziennie. Co zrobić by zrozumieć, że to nie była moja wina? Byłam jedynie małą, nieświadomą niczego dziewczynką. To szczęśliwe życie, w którym tyle lat żyłam okazało się wielkim kłamstwem, nic nie znaczących sytuacji, miłości...
Pijany ojciec zabijający własną żonę na oczach własnego dziecka... Niedorzeczność?Nie realizm. Codziennie budzę się zmęczona życiem. Czuję, że to ja powinnam być po drugiej stronie. Nie jestem w stanie określić, jaki jest sens mojego życia. Ale wiem, ze muszę żyć dla niej. Mimo wszystko... mimo bólu, jaki w sobie mam.
Spojrzałam na zegar. 08:30?! Tak późno? Wstałam i skierowałam się do kuchni.:
- I znów.... - zastanawiam się, marszcząc lekko brwi. Nagle słyszę dźwięk komórki.:
- Halo?
- Lily?! Powiedź mi, że jesteś w drodze na spotkanie w sprawie pracy? - słyszę głos mojej najlepszej przyjaciółki Niny.:
- Eee, tego nowego sklepu z.. ? - dodaje, a ja powstrzymuję się od ziewnięcia.:
- Yhh jestem w drodze - odpowiadam, a w między czasie wstawiam pusty już kubek do zlewu.:
- Jasne, bo ci uwierzę.- słyszę, jak się wzdycha.:
- O której? - pytam z lekką paniką.
Naprawdę ją kocham. Jest moim przeciwieństwem. Pewna siebie, pyskata, ale jednocześnie opiekuńcza i słodka.:
- 10:00 - i z tymi słowami zakończyła rozmowę.
***
Po 25 min, stoję na przeciw budynku, w którym mieści się sklep ze sprzętem muzycznym gdzie Nina załatwiła mi rozmowę kwalifikacyjną. Oddalony był od mojego bloku, aż 2km, ale dziewczyna mówiła, że mi się tu spodoba. Nabrałam powietrza i weszłam do środka. Co okazało się błędem gdyż trafiłam w sam środek kłótni dwóch mężczyzn. Jeden był w podeszłym wieku, zapewne mój przyszły szef. Za to drugi był o wiele młodszy, wysoki chłopak o kręconych włosach. Ubrany był na czarno.:- Jeszcze raz ci mówię, że to nie ja! Zrozum człowieku, mnie wczoraj tu nie było. - odpowiedział już spokojniej.:
- Ale tu nie chodzi czy byłeś czy nie... - zaczął zdenerwowany właściciel gdy nagle mnie dostrzegł.:
- Dzień dobry. - przywitałam się nieśmiało.:- Ja od Niny.. Jestem Lily Johnson.:
- Ah tak! - staruszek się uśmiechnął, po czym zerknął znacząco na chłopaka.:
- Pogadamy jutro, Harry. - Chłopak zakpił, podszedł do lady i zabrawszy kurtkę, wyszedł bez słowa.:
- Przykro mi, że byłaś świadkiem naszej kłótni, ale nie skreślaj kolegi. - zaczął tłumaczyć.:- Jestem Adam, a to moje królestwo. - podał mi dłoń, którą uścisnęłam.:
- Nic nie szkodzi.
- Chodź na zaplecze, tam powiem ci co i jak. - Ruszyliśmy w stronę pokoju, gdzie usiedliśmy wokoło biurka. I tak o to dostałam pracę w sklepie.
***
- Tak się cieszę z naszej współpracy. - zaczął pan Adam, kiedy wychodziłam.:- A co na to twoi rodzice?
- Rodzice...? Oboje nie żyją. - odpowiedziałam, na co szef się zmieszał.:- Słuchaj.. Em.. przykro mi..
- Ten chłopak, będzie pracował ze mną?
- Tak, jesteście na tej samej zmianie. Harry to miły chłopak.... pomimo jego nastrojów. - przyznał po chwili.:
- To do jutra o 10:00 Panie Adamie. - pożegnałam się.:
- Tak. Do zobaczenia, panno Johnson.- odpowiedział, a ja wyszłam ze sklepu. Skierowałam się chodnikiem w stronę najbliższego przystanku autobusowego. Było już późno, więc przyśpieszyłam kroku. Mocniej pociągnęłam za skórzaną kurtkę. (strój Lily) Po 30 min byłam pod swoim blokiem. Z kieszeni kurtki wyjęłam klucz i przekręciłam zamek w drzwiach. Jeszcze chwila i będę w domciu.. - pomyślałam, raptownie się zatrzymując. Drzwi od mojego mieszkania były uchylone. Niepewnie weszłam do środka, mając już w pogotowiu wybrany numer policji. Po obejrzeniu mieszkania, okazało się, że zapomniałam je zamknąć. Chwilę później podeszłam do stołu i zobaczyłam kopertę.:
- Nie spojrzę.. - protestowałam, ale i tak ciekawość wygrała nad rozsądkiem. Otworzyłam ją. Znajdował się tam klucz i list, spojrzałam za siebie i na kopertę.:
- Co to ma wszystko znaczyć?! - powiedziałam do siebie i wyjęłam kartkę, która po chwili wylądowała na ziemi zgnieciona.:
- O mój..! krzyknęłam i szybko podbiegłam do drzwi by zakluczyć, kiedy to zagrzmiał dzwonek. Nie można opisać słowami mojego strachu, kurczowo chwyciłam klamkę i przełknęłam gulę tworzącą się w gardle.:
- K..kto ta..tam..?
- Otwórz. - usłyszałam z drugiej strony.:- Nie gryzę.. - zamknęłam oczy i policzyłam do trzech.:
- Jeśli nie zostawisz mnie w spokoju... - zaczęłam, gdy "napastnik" mi przerwał.:
- To co?! Zadzwonisz po psy! - aż podskoczyłam, gdy uderzył "zapewne" pięścią w drzwi.:
- O..oni ju..już tu j..jad..jadą. - wyszeptałam, na co usłyszałam donośne kroki. Uciekł?! - przeszło mi przez myśl. Z wycieńczenia psychicznego usiadłam pod drzwiami łkając. Jednak były minusy mieszkania samemu w bloku. Nie ukrywam, że nie miałam wyjścia... przez... Nina miała się wprowadzić, ale jej rodzice nie wyrazili zgody. Najlepiej się dogadywałam z mamą, rozumiałyśmy się, ale to już minęło. Jej już nie ma. Wszystko szło świetnie, aż w końcu On mnie znalazł. Wstałam i skierowałam się w stronę okna by zasłonić zasłony, kiedy nagle zauważyłam jak z cienia wychodzi dziwnie znajoma mi sylwetka. Zapatrzyłam się na nią, akurat mężczyzna przechodził obok latarni, której światło padło na jego twarz. Skamieniałam, to był chłopak, z którym mam pracować. Ten napastnik.. to.. HARRY!!?
Skupiłam się, starając się nie myśleć o tym wszystkim, co było trudne. Tak naprawdę to mógł tylko tam przechodzić. W końcu on nie zna mnie, a ja nie znam jego, prawda? Po zjedzeniu szybkiej kolacji poszłam zamknąć drzwi i wziąć prysznic. Weszłam do kabiny, nałożyłam szampon na głowę i energetycznymi ruchami zaczęłam myć włosy, następnie całe ciało. Kiedy skończyłam, otarłam się ręcznikiem, zmyłam rozmazany przez wodę makijaż, założyłam piżamę i poszłam do pokoju. Położyłam się do łóżka. Byłam wyczerpana,a jutro oficjalny pierwszy dzień w pracy, więc trzeba dobrze wypaść. Kiedy moje powieki opadały, usłyszałam dzwonek nadchodzącej wiadomości. Sięgnęłam, więc na szafkę nocną i odczytałam sms'a.:
Nie miałam sił, nawet na to odpowiedzieć. Szybko odłożyłam komórkę i niemalże od razu usnęłam.
- Nie spojrzę.. - protestowałam, ale i tak ciekawość wygrała nad rozsądkiem. Otworzyłam ją. Znajdował się tam klucz i list, spojrzałam za siebie i na kopertę.:
- Co to ma wszystko znaczyć?! - powiedziałam do siebie i wyjęłam kartkę, która po chwili wylądowała na ziemi zgnieciona.:
- O mój..! krzyknęłam i szybko podbiegłam do drzwi by zakluczyć, kiedy to zagrzmiał dzwonek. Nie można opisać słowami mojego strachu, kurczowo chwyciłam klamkę i przełknęłam gulę tworzącą się w gardle.:
- K..kto ta..tam..?
- Otwórz. - usłyszałam z drugiej strony.:- Nie gryzę.. - zamknęłam oczy i policzyłam do trzech.:
- Jeśli nie zostawisz mnie w spokoju... - zaczęłam, gdy "napastnik" mi przerwał.:
- To co?! Zadzwonisz po psy! - aż podskoczyłam, gdy uderzył "zapewne" pięścią w drzwi.:
- O..oni ju..już tu j..jad..jadą. - wyszeptałam, na co usłyszałam donośne kroki. Uciekł?! - przeszło mi przez myśl. Z wycieńczenia psychicznego usiadłam pod drzwiami łkając. Jednak były minusy mieszkania samemu w bloku. Nie ukrywam, że nie miałam wyjścia... przez... Nina miała się wprowadzić, ale jej rodzice nie wyrazili zgody. Najlepiej się dogadywałam z mamą, rozumiałyśmy się, ale to już minęło. Jej już nie ma. Wszystko szło świetnie, aż w końcu On mnie znalazł. Wstałam i skierowałam się w stronę okna by zasłonić zasłony, kiedy nagle zauważyłam jak z cienia wychodzi dziwnie znajoma mi sylwetka. Zapatrzyłam się na nią, akurat mężczyzna przechodził obok latarni, której światło padło na jego twarz. Skamieniałam, to był chłopak, z którym mam pracować. Ten napastnik.. to.. HARRY!!?
Skupiłam się, starając się nie myśleć o tym wszystkim, co było trudne. Tak naprawdę to mógł tylko tam przechodzić. W końcu on nie zna mnie, a ja nie znam jego, prawda? Po zjedzeniu szybkiej kolacji poszłam zamknąć drzwi i wziąć prysznic. Weszłam do kabiny, nałożyłam szampon na głowę i energetycznymi ruchami zaczęłam myć włosy, następnie całe ciało. Kiedy skończyłam, otarłam się ręcznikiem, zmyłam rozmazany przez wodę makijaż, założyłam piżamę i poszłam do pokoju. Położyłam się do łóżka. Byłam wyczerpana,a jutro oficjalny pierwszy dzień w pracy, więc trzeba dobrze wypaść. Kiedy moje powieki opadały, usłyszałam dzwonek nadchodzącej wiadomości. Sięgnęłam, więc na szafkę nocną i odczytałam sms'a.:
Nie miałam sił, nawet na to odpowiedzieć. Szybko odłożyłam komórkę i niemalże od razu usnęłam.


Żyjesz? Bo czekam na kolejny rozdział. Nie wolno kogoś wciągać w historii a potem pozostawiać z niedosytem ;-;.
OdpowiedzUsuńwpadniesz?
przezstrony.blogspot.com
Dopiero dziś przeczytałam twoje opowiadanie :)) zapowiada się interesująco... zycze weny czekam na kolejne rozdzialy
OdpowiedzUsuńBoski ❤
OdpowiedzUsuń