Rozdział 2.


 "To nie sza­ra rzeczy­wis­tość, to prob­le­my przysłaniają Nam świat..."

Włącz
do fragmentu z gwiazdkami.

Obudziłam się koło 08:00, więc miałam trochę czasu by się przygotować do pracy. To co zdarzyło się wczoraj nie opuściło mnie, a znacząco wzrosło.. Wstałam z łóżka, a nogi miałam, jak z waty. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam ten zestaw i poszłam wziąć prysznic. Po wykonaniu, ubrałam się i skierowałam swe kroki w stronę kuchni. Ciągle bałam się, że to jednak Harry okaże się... tym złym. Na rozgrzaną patelnię wlałam ciasto naleśnikowe. Przelotnie spojrzałam na zegar, była 08:45. Szybko skończyłam smażyć i zjadłam porcję w błyskawicznym tempie.:
- Czas na mnie.. - rzuciłam i poderwałam się z miejsca, tym samym przewracając krzesło.:
- Cholera! - krzyknęłam. Dwa razy spojrzałam czy dobrze zakluczyłam drzwi by później powędrować schodami do wyjścia.
Taksówka zaparkowała naprzeciwko sklepu, po czym zapłaciwszy kierowcy ruszyłam w stronę wejścia. Otworzyłam drzwi, przy czym zabrzmiał dzwoneczek, którego wcześniej tu nie było.:
- Dzień dobry. - przywitałam się z szefem, który siedział przy kasie i czytał gazetę przy porannej kawie.:
- Przed czasem. Czyżbyś źle spała w nocy? - zapytał, na co pokręciłam przecząco głową.:- Ok, nie naciskam. Idź na zaplecze i zostaw tam swoje rzeczy, dobrze?
- Hmm.. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, po czym skierowałam się we wskazane miejsce.
Zapaliłam światło, zostawiłam skórzaną kurtkę i torbę. Stanęłam przed drzwiach, kiedy to usłyszałam dzwoneczek sygnalizujący nadejścia klienta.:
- O Harry!? - zaśmiał się pan Adam.:- Lily jest na zapleczu. Jak skończycie mam wam coś do przekazania.
Miałam wyjść czy poczekać na chłopaka i rozprawić się z nim teraz..? Mam taki mętlik w głowie, że nawet nie zauważyłam, jak Harry wszedł do  pomieszczeniu. Jego widok przyprawił mnie o dreszcze, potargane brązowe loki, wyrzeźbione ciało opinające się na jego czarnym podkoszulku, do tego miał ubrane również w kolorze czarnym spodnie. Wyglądał niczym "upadły anioł".:
- Podoba ci się to co widzisz, mała?- usłyszałam, momentalnie budząc się z letargu.:
- Co robiłeś wczoraj pod moim blokiem? - wypaliłam znienacka, sama się sobie dziwiąc. Chłopak podszedł do drzwi przy tym zakluczywszy  je na klucz, spytał.:
- Powiedź.. co ci chodzi po główce?
- Yyy.. czemu nas zakluczyłeś? - wskazując ręką na drzwi.:
- Po to by nam nikt nie przeszkadzał... -odparł ochrypłym głosem.:- Przechodziłem sobie.
 Przechodził?! Niby czemu miałabym mu...
- I myślisz, że ci uwierzę..- skrzywiłam się.:- .. Jeżeli jeszcze raz się do mnie zbliżysz, pożałujesz, Styles.
Chłopak uniósł brwi do góry w zaciekawieniu.:
- Jesteś pewna? - zakwestionował i nagle przycisnął mnie do ściany.:- Jeśli chcesz zachować pracę, radzę ci nie krzyczeć.
-Puść mnie. - wyszeptałam, przytłoczona. Położyłam dłonie na jego ramionach i próbowałam go odepchnąć lecz z marnym skutkiem. To bezsensu..
- Wciąż taka pewna? - zaśmiał się, a nasze oddechy zmieszały się ze sobą.:
- Mam d..dość bycia w.. - wymamrotałam.:
- Wiesz, Lily wydajesz się taka bezbronna. - przerwał mi, uśmiechając się kpiąco.:- Nie jesteś nawet w stanie wybrnąć z tak banalnej sytuacji, jak tak.
Jego słowa mnie zabolały, nie powiem. Ma rację... Jestem taka beznadziejna. Zamrugałam oczami, ale i tak łzy stanęły mi w oczach.:
- J..ja..
- Lily?
- On mnie znalazł Harry... Nie jestem w stanie.. - zdjęłam dłonie z jego ramion.:- To nic, zapomnij.
- Ale..
- Zapomnij! - wyszarpałam się z jego uścisku i wyszłam z zaplecza.:
- Co tak długo? - zapytał przyjaźnie Adam na co zareagowałam wymuszonym uśmiechem.:
- Nie mogłam znaleźć szafki..
- Hmm niech ci będzie. Trzymaj. - z tymi słowami rzucił w moją stronę mały kluczyk.:
- Muszę wyjść.. Eee sprawy biznesowe, sklep zostawią pod opieką Styles'a i twoją. Pa! - wyszedł lekkim krokiem. Zajebiście, nie ma co..
Stałam błądząc, gdzieś myślami, kiedy z zaplecza wyszedł Harry. Popatrzyłam na niego odważnie, na co on się zaśmiał.:
- Taka delikatna, a udaje zadziorną.
Opuściłam głowę i gdy chciałam go wyminąć, ale chwycił za mój nadgarstek i odwrócił do siebie.:
- Ja ci wysłałem sms'a. - powiedział łagodnie, po czym skierował się w stronę półki z gitarami pozostawiając mnie samą przy kasie.
***
Od naszej małej wymianie zdań, minęły trzy godziny. Podczas nich udało mi się sprzedać jeden fortepian i trzy czarne, lakierowane gitary :) Sklep okazał się sklepem.. "luksusowym" gdyż ceny tu były kolosalne, a klienci bogaci i wyrachowani. Harry cały czas stał przed kasą i czytał jakieś magazyny lub wycierał kurze z instrumentów. Taaa, mnie tez to dziwi... - pomyślałam, kiedy obsługiwałam ostatniego klienta. W pewnej chwili w sklepie zrobiło się cicho. Chłopak podszedł do drzwi i odwrócił zawieszkę "Zamknięte."
Poczułam, jak chłopak natarczywie na mnie patrzy. Miałam tego dość.:
- Możesz przestać się na mnie gapić?! - spytałam oschle, na co prychnął i ruszył w kierunku półek. Ruszyłam za nim.:
- Nadal uważasz, że to ja cię nachodzę? - i tu doznałam szoku. Odwrócił się i stanął naprzeciwko mnie. Musiałam unieść głowę do góry, gdyż był wyższy ode mnie.:
- Nie wiem.. A z resztą czemu się tym interesujesz?
- Powinnaś to zgłosić na policję. - Nachylił się w moją stronę i wyszeptał do mojego ucha.:- Ten gość mógł cię skrzywdzić.
- S..skąd wiesz, że był u mnie..? - zaczęłam nerwowo przegryzać wargę.:
- Nie ważne skąd... - zaczął przy tym bezczelnie się uśmiechając. Musiałam chwilę pomyśleć.:
- Nie próbujesz mi pomóc, prawda?- spytałam załamana, puszczając głowę w dół. Nagle poczułam, jak Harry delikatnie łapiąc mnie za podbródek, unosi moją głowę tak, bym patrzyła mu w oczy.:

- Posłuchaj mnie...- powiedział ochrypłym głosem, spotkał się z ciszą, więc uznał to za pozwoleni.:
-... nie chciałem by to tego doszło, naprawdę, ale zrobię wszystko by już nikt się do ciebie nie zbliżył..
- Dlaczego? - przerwałam mu cicho.:- Nawet cię nie znam, Harry zastanów się nad tym co mi obiecujesz.
- Jesteś taka głupiutka. - uśmiechnął się i odsunął ode mnie. Skrzyżowałam ręce na piersi.:
- Mądry się kurwa odezwał. - syknęłam nieźle wytrącona z równowagi. Nikt nie będzie nazywał mnie głupią! Zwłaszcza On!! Przeczesał dłonią opadające na swoje oczy brązowe włosy i wymamrotał coś pod nosem.:
- Nie będę Ci teraz tego kurwa tłumaczyć. - odpowiedział również wkurwiony. O, nagła zmiana nastroju...
- Odwal się ode mnie! - fuknęłam i chciałam odejść, ale On chwycił mnie za talię i odwrócił w swoją stronę. Chciałam na niego krzyknął, ale zanim to zrobiłam, przywarł swoimi wargami do moich ust. Próbowałam się oprzeć, ale Harry trzymał mnie zbyt mocno. Miał zamknięte oczy. Jego wargi były ciepłe i miękkie, nie potrafię określić co wtedy czułam gdyż byłam zbyt wstrząśnięta. Po dłuższej chwili jego usta oderwały się od moich, patrzył mi w oczy szukając jakiekolwiek reakcji.:
- Teraz rozumiesz? - spytał, a jego silne dłonie opuściły moje ciało, jedną dłonią chwycił niesforny kosmyk moich włosów pomiędzy palce.:
- Zapamiętaj jedno. Ja nigdy nie rzucam słów na wiatr. - i odszedł. Oprzytomniałam i zaczęłam go szukać. W pewnej chwili moim oczom ukazały się tylne drzwi sklepu, które były lekko uchylone.:
- UCIEKŁ!? - krzyknęłam, uderzając nogą w ścianę. Bolało.


________________           ___


Cholercia, rozdział coś krótki, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. 
 Do następnego x

Rozdział 1.

"Sen sta­je się śmier­cią. Mil­cze­nie wy­bucha szlochem milczenia. "


Znów śniła mi się śmierć matki. Ten sam pokój, te same ściany, tylko ja- bezbronna. Zamykam powieki pozwalając łzą swobodnie wypływać. Nie zliczę ile razy płakałam. Odkąd uciekłam do Londynu, koszmar mam niemal codziennie. Co zrobić by zrozumieć, że to nie była moja wina? Byłam jedynie małą, nieświadomą niczego dziewczynką. To szczęśliwe życie, w którym tyle lat żyłam okazało się wielkim kłamstwem, nic nie znaczących sytuacji, miłości...
Pijany ojciec zabijający własną żonę na oczach własnego dziecka... Niedorzeczność?Nie realizm. Codziennie budzę się zmęczona życiem. Czuję, że to ja powinnam być po drugiej stronie. Nie jestem w stanie określić, jaki jest sens mojego życia. Ale wiem, ze muszę żyć dla niej. Mimo wszystko... mimo bólu, jaki w sobie mam.
Spojrzałam na zegar. 08:30?!  Tak późno? Wstałam i skierowałam się do kuchni.:
- I znów.... -  zastanawiam się, marszcząc lekko brwi. Nagle słyszę dźwięk komórki.:
- Halo?
- Lily?! Powiedź mi, że jesteś w drodze na spotkanie w sprawie pracy? - słyszę głos mojej najlepszej przyjaciółki Niny.:
- Eee, tego nowego sklepu z.. ? - dodaje, a ja powstrzymuję się od ziewnięcia.:
- Yhh jestem w drodze - odpowiadam, a w między czasie wstawiam pusty już kubek do zlewu.:
- Jasne, bo ci uwierzę.- słyszę, jak się wzdycha.:
- O której? - pytam z lekką paniką.
Naprawdę ją kocham. Jest moim przeciwieństwem. Pewna siebie, pyskata, ale jednocześnie opiekuńcza i słodka.:
- 10:00 - i z tymi słowami zakończyła rozmowę.
***
Po 25 min, stoję na przeciw budynku, w którym mieści się sklep ze sprzętem muzycznym gdzie Nina załatwiła mi rozmowę kwalifikacyjną. Oddalony był od mojego bloku, aż 2km, ale dziewczyna mówiła, że mi się tu spodoba. Nabrałam powietrza i weszłam do środka. Co okazało się błędem gdyż trafiłam w sam środek kłótni dwóch mężczyzn. Jeden był w podeszłym wieku, zapewne mój przyszły szef. Za to drugi był o wiele młodszy, wysoki chłopak o kręconych włosach. Ubrany był na czarno.:
- Jeszcze raz ci mówię, że to nie ja! Zrozum człowieku, mnie wczoraj tu nie było. - odpowiedział już spokojniej.:
- Ale tu nie chodzi czy byłeś czy nie... - zaczął zdenerwowany właściciel gdy nagle mnie dostrzegł.:
- Dzień dobry. - przywitałam się nieśmiało.:- Ja od Niny.. Jestem Lily Johnson.:
- Ah tak! - staruszek się uśmiechnął, po czym zerknął znacząco na chłopaka.:
- Pogadamy jutro, Harry. - Chłopak zakpił, podszedł do lady i zabrawszy kurtkę, wyszedł bez słowa.:
- Przykro mi, że byłaś świadkiem naszej kłótni, ale nie skreślaj kolegi. - zaczął tłumaczyć.:- Jestem Adam, a to moje królestwo. - podał mi dłoń, którą uścisnęłam.:
- Nic nie szkodzi.
- Chodź na zaplecze, tam powiem ci co i jak. - Ruszyliśmy w stronę pokoju, gdzie usiedliśmy wokoło biurka. I tak o to dostałam pracę w sklepie.
***
  - Tak się cieszę z naszej współpracy. - zaczął pan Adam, kiedy wychodziłam.:- A co na to twoi rodzice?
- Rodzice...? Oboje nie żyją. - odpowiedziałam, na co szef się zmieszał.:- Słuchaj.. Em.. przykro mi..
- Ten chłopak, będzie pracował ze mną?
- Tak, jesteście na tej samej zmianie. Harry to miły chłopak.... pomimo jego nastrojów. - przyznał po chwili.:
- To do jutra o 10:00 Panie Adamie. - pożegnałam się.:
- Tak. Do zobaczenia, panno Johnson.- odpowiedział, a ja wyszłam ze sklepu. Skierowałam się chodnikiem w stronę najbliższego przystanku autobusowego. Było już późno, więc przyśpieszyłam kroku. Mocniej pociągnęłam za skórzaną kurtkę. (strój Lily) Po 30 min byłam pod swoim blokiem. Z kieszeni kurtki wyjęłam klucz i przekręciłam zamek w drzwiach. Jeszcze chwila i będę w domciu.. - pomyślałam, raptownie się zatrzymując. Drzwi od mojego mieszkania były uchylone. Niepewnie weszłam do środka, mając już w pogotowiu wybrany numer policji. Po obejrzeniu mieszkania, okazało się, że zapomniałam je zamknąć. Chwilę później podeszłam do stołu i zobaczyłam kopertę.:
- Nie spojrzę.. - protestowałam, ale i tak ciekawość wygrała nad rozsądkiem. Otworzyłam ją. Znajdował się tam klucz i list, spojrzałam za siebie i na kopertę.:

- Co to ma wszystko znaczyć?! - powiedziałam do siebie i wyjęłam kartkę, która po chwili wylądowała na ziemi zgnieciona.:
- O mój..! krzyknęłam i szybko podbiegłam do drzwi by zakluczyć, kiedy to zagrzmiał dzwonek. Nie można opisać słowami mojego strachu, kurczowo chwyciłam klamkę i przełknęłam gulę tworzącą się w gardle.:
- K..kto ta..tam..?
- Otwórz. - usłyszałam z drugiej strony.:- Nie gryzę.. - zamknęłam oczy i policzyłam do trzech.:
- Jeśli nie zostawisz mnie w spokoju... - zaczęłam, gdy "napastnik" mi przerwał.:
- To co?! Zadzwonisz po psy! - aż podskoczyłam, gdy uderzył "zapewne" pięścią w drzwi.:
- O..oni ju..już tu j..jad..jadą. - wyszeptałam, na co usłyszałam donośne kroki. Uciekł?! - przeszło mi przez myśl. Z wycieńczenia psychicznego usiadłam pod drzwiami łkając. Jednak były minusy mieszkania samemu w bloku. Nie ukrywam, że nie miałam wyjścia... przez... Nina miała się wprowadzić, ale jej rodzice nie wyrazili zgody. Najlepiej się dogadywałam z mamą, rozumiałyśmy się, ale to już minęło. Jej już nie ma. Wszystko szło świetnie, aż w końcu On mnie znalazł. Wstałam i skierowałam się w stronę okna by zasłonić zasłony, kiedy nagle zauważyłam jak z cienia wychodzi dziwnie znajoma mi sylwetka. Zapatrzyłam się na nią, akurat mężczyzna przechodził obok latarni, której światło padło na jego twarz. Skamieniałam, to był chłopak, z którym mam pracować. Ten napastnik.. to.. HARRY!!?
Skupiłam się, starając się nie myśleć o tym wszystkim, co było trudne. Tak naprawdę to mógł tylko tam przechodzić. W końcu on nie zna mnie, a ja nie znam jego, prawda? Po zjedzeniu szybkiej kolacji poszłam zamknąć drzwi i wziąć prysznic. Weszłam do kabiny, nałożyłam szampon na głowę i energetycznymi ruchami zaczęłam myć włosy, następnie całe ciało. Kiedy skończyłam, otarłam się ręcznikiem, zmyłam rozmazany przez wodę makijaż, założyłam piżamę i poszłam do pokoju. Położyłam się do łóżka. Byłam wyczerpana,a jutro oficjalny pierwszy dzień w pracy, więc trzeba dobrze wypaść. Kiedy moje powieki opadały, usłyszałam dzwonek nadchodzącej wiadomości. Sięgnęłam, więc na szafkę nocną i odczytałam sms'a.:
Nie miałam sił, nawet na to odpowiedzieć. Szybko odłożyłam komórkę i niemalże od razu usnęłam.


Prolog,

 
- Johnson, znów spóźniona, idź na zaplecze. -
powiedziała do całej przemokniętej dziewczyny pani Grey.:- A ty tu czego chłopcze?
- Jest nowym pracownikiem... - odezwała się Lily, kierując się w stronę  wskazanego pomieszczenia.:
- To prawda?
- Tak, jestem Harry Styles. - odezwał się rozbawiony całą zaistniałą sytuacją chłopak.:
- Mój mąż cię zatrudnił?! - ryknęła w końcu do dwójki wnerwiona pani Grey. Lily siedząc już przy kasie, obserwowała, jak nowy idzie w jej kierunku  i siada na blat.:
- Czy coś jeszcze zrobił za moimi plecami? - spytała Johnson żona właściciela.:
- Nic proszę panią... - zaczęła Lily, ale zamilkła gdy Harry zaczął się bezczelnie śmiać.:
- Wiesz, że to jego sklep, a zachowujesz się, jakbyś to ty była jego właścicielką ? - stwierdził  z kpiącym uśmiechem na twarzy.:
- Zwalniam cię! - wrzasnęła.:
- Dobrze ci tak .. - wyszeptała dziewczyna, ale chłopak miał inne plany.:
- Dobrze wiesz, że nie możesz mnie zwolnić... zresztą nawet ona się ze mną zgadza.- powiedział, a Lily zamarła.:
- Johnson razem z nim!

 
Lily Johnson- jest zwyczajną dziewczyną, starającą się pomimo trudności żyć i osiągnąć to, co pragnęła dla niej matka. Niestety życie to nie bajka, nigdy nie kończy się Happy Endem. Niedługo po ucieczce z domu, do sklepu, w którym pracuje pojawia się  nieznajomy- Harry Styles. Chłopak, który odwróci jej życie o 180*